Fajny ten nasz język, chociażby takie "uczęszczam", "bywam"...zapomniane na rzecz "chodzę". Za dużo dziś w mowie naszej komputera i j.angielskiego. Kiedyś to były czasy, siedziało się przed zeszytem ze słownikiem j.polskiego, synonimów, poprawnej polszczyzny... i tworzyło opowiadania, eseje, rozprawki,..dziś język ze skype'a i maili przenosimy do mowy...narka, buźka, pa, hejka, ech, szybsze życie to i język musi nadążać...
A więc basen. Już od dawna wybierałam się, by zajrzeć na czym ta tutejsza pływalnia polega. Jednakże Gruzini przestrzegali: " zimno, zimno, nie chodź tam..." przez moment zwątpiłam, ale nauczona doświadczeniem, iż Gruzin zawsze przesadza ( "tego nie rób, tam zimno, niebezpiecznie, tam nic ciekawego nie ma, jak ty sobie tam poradzisz, to daleko, tam trudno dojechać, tam nie da się dojechać...itd itd, a najlepiej siedź bezpiecznie w domu i nigdzie się nie ruszaj" ) postanowiłam sprawdzić na własnej skórze.
"W baseni wy chodzila?
Da, chodzila.
Wy adkuda.
Ja z Polszy..u nas niet takowoj osmotr"
Pan Dyriektor podumał, podpisał, kasiorkę zgarnął i posłam mnie na pływalnię.
Hah, że z Europy to niby bez grzyba!???
Zabawne, na tym basenie jest więcej pracowników niż klientów. Jedna babeczka robi za sejf przechowując w szufladzie telefony i kasiorę klientów, druga wpisuje dane do zeszycika... trzecia zastępuje branzoletki z czytnikiem kontrolując twój czas na basenie, jest jeszcze tzw instruktor na pływalni, czyli czwarta babeczka siedząca w kozakach i czytająca kobiece pisemko...
Na drzwiach powinni napisać:
kupując mega drogi karnet na basen, wspierasz walkę z bezrobociem w mieście Rustawi. Wot, Polityka prospołeczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz